Jak dla mnie ten właśnie czas mógłby trwać w nieskończoność:) Mamy 21 godzinę, a tu jasno jak za dnia. Na stole pysznią się truskawki, czereśnie, morele i inne pyszne frykasy. W warzywniaku zieleni się pięknie, sałatę zrywam na śniadanie, obiad i kolację. Świeży szczypior, zioła i pierwsze porzeczki. Pachnie mi ususzonym sianem, ptaszki radośnie trelają, a przed chwilą przebiegły mi przez pole trzy piękne sarenki. Z okien białego domku obserwuję ziemniaki, które lada dzień zakwitną. Ale będzie biało. Przy leciutkim wietrze maki kołyszą się w zbożu... Właśnie wróciłam z przejażdżki rowerem. Leśne ścieżki i przebijające się przez drzewa promienie zachodzącego słońca wprowadziły mnie w błogostan. Przed białym domkiem zakwitła lawenda. Dojadamy dziś ostatnie kawałki ciasta z truskawkami i kokosową kruszonką. Taką na maminym maśle. Jutro z samego rana zrobię sery. Od jakiegoś czasu sama je wytwarzam. Długodojrzewający i twarożki z ziołami.
Muszę upiec tylko chlebek i przygotuję pyszne kanapki. Z masłem, serkiem i nowalijkami. Musi być też pomidor malinowy i szczypiorek. Nie zabraknie też małosolnych. Jeszcze w tym roku nie jadłam sałatki z pomidorów z ogórkiem, cebulą i śmietaną - smak dzieciństwa:)
Kochani CUDOWNYCH letnich chwil. Macham Wam z białego domku. Muszę wam przyznać, że tutaj każda pora dnia jest magiczna.
Do następnego napisania:)
Natalia